
W inauguracyjnym spotkaniu 1. kolejki Betclic I grupy III ligi nowego sezonu 2026/2027 piłkarze Lechii Tomaszów Mazowiecki przegrali na wyjeździe z beniaminkiem KTS Weszło Warszawa 2:1 (2:1). Zielono-czerwoni w drugiej połowie mogli odwrócić losy spotkania, ale w decydujących momentach zabrakło odrobiny szczęścia.
KTS Weszło Warszawa – Lechia Tomaszów Mazowiecki 2:1 (2:1)
Bramki: Damian Winiarski 23, Błażej Tłaczała 24 – Filip Zawadzki 44
Lechia: Antoni Pawełkiewicz – Bartłomiej Chyb, Marcin Orzechowski, Jakub Król, Filip Becht – Krystian Kolasa (71. Marcin Pieńkowski), Daniel Chwałowski (85. Maksym Rosiński), Eryk Kaproń, Miłosz Pawlusiński – Filip Zawadzki (61. Łukasz Racis), Bartosz Bogus (46. Kacper Popławski).
W pierwszych minutach to zielono-czerwoni częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali przedostać się pod pole karne beniaminka, jednak brakowało konkretów w decydującej fazie akcji. KTS Weszło przez blisko dziesięć minut miał niewiele do powiedzenia. Pierwszą groźniejszą sytuację Lechia stworzyła w 12. minucie. Miłosz Pawlusiński przechwycił piłkę w środku pola i uruchomił Filipa Zawadzkiego. Młody pomocnik próbował znaleźć sobie miejsce do oddania strzału, lecz w ostatniej chwili wycofał futbolówkę przed pole karne. Tam dopadł do niej Eryk Kaproń, jednak jego uderzenie poszybowało ponad poprzeczką. Chwilę później inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. W 13. minucie Antoni Pawełkiewicz, debiutujący w barwach Lechii wychowanek, został zmuszony do wybicia piłki po niebezpiecznym podaniu od jednego z partnerów. Futbolówka trafiła jednak pod nogi Błażeja Tłaczały, który na szczęście nie zdołał skierować jej do pustej bramki. Dwie minuty później po błędzie tomaszowskich defensorów z bliskiej odległości uderzał Mikołaj Neuman, ale kapitalną interwencją popisał się Pawełkiewicz. Napór KTS Weszło narastał. W 18. minucie gospodarze byli o krok od objęcia prowadzenia, kiedy po składnej akcji Błażej Tłaczała oddał strzał z około siedmiu metrów. Piłka odbiła się jednak od jednego z obrońców Lechii i wyszła na rzut rożny. To, co nie udało się kilka minut wcześniej, gospodarze zrealizowali w 23. minucie. Fabien Luvale popisał się świetnym podaniem z lewego skrzydła, które minęło Marcina Orzechowskiego, a Damian Winiarski zachował zimną krew i pewnym strzałem pokonał Antoniego Pawełkiewicza. Niestety dla zielono-czerwonych zaledwie kilkadziesiąt sekund później było już 2:0. Kolejny błąd przy wyprowadzaniu piłki wykorzystali warszawianie. Futbolówka trafiła przed pole karne do Błażeja Tłaczały, którego mocny strzał znalazł drogę do siatki. Lechia potrzebowała chwili, aby wrócić do równowagi, ale jeszcze przed przerwą zdołała złapać kontakt z rywalem. W 36. minucie wydawało się, że bramkę zdobył Daniel Chwałowski. Po dośrodkowaniu Krystiana Kolasy główkował Bartosz Bogus, Michał Kircun odbił piłkę wprost pod nogi pomocnika Lechii, a ten efektownym strzałem od poprzeczki trafił do siatki. Sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Co nie udało się w 36. minucie, udało się osiem minut później. Filip Zawadzki zdecydował się na uderzenie z dystansu, a pozornie niegroźny, wolno toczący się strzał zaskoczył zasłoniętego Michała Kircuna i wpadł do bramki. Kontaktowy gol tuż przed przerwą dał Lechii nadzieję przed drugą połową. Jeszcze w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu z prawej strony główkował Daniel Chwałowski, jednak bramkarz gospodarzy pewnie złapał piłkę.
Po zmianie stron Lechia ruszyła do odrabiania strat. Już w 54. minucie Miłosz Pawlusiński przejął piłkę przed polem karnym i zdecydował się na mocny strzał, jednak futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Sześć minut później odpowiedzieli gospodarze, ale po uderzeniu Mikołaja Neumana bardzo dobrą interwencją ponownie popisał się Antoni Pawełkiewicz. Od tego momentu przewagę osiągnęli podopieczni Bartosza Grzelaka, coraz częściej zamykając rywali na ich połowie. Najlepsza okazja do wyrównania przyszła w 67. minucie. Jakub Król posłał długie podanie za linię obrony, a wychodzący na czystą pozycję Daniel Chwałowski został sfaulowany. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do rzutu karnego podszedł Krystian Kolasa, jednak intencje kapitana Lechii świetnie wyczuł Michał Kircun, który obronił strzał i utrzymał prowadzenie swojego zespołu. Niewykorzystana jedenastka nie podłamała gości. Zielono-czerwoni do końca walczyli o zdobycie wyrównującej bramki, jednak ich ataki rozbijały się o dobrze dysponowaną defensywę KTS Weszło. Dośrodkowania w pole karne skutecznie wybijali obrońcy, a te, które docierały w okolice bramki, pewnie wyłapywał Michał Kircun. Najbliżej szczęścia Lechia była w 86. minucie. Rezerwowy Łukasz Racis oddał kapitalny strzał z dystansu, zmuszając bramkarza gospodarzy do efektownej interwencji. Kircun z najwyższym trudem sparował piłkę na rzut rożny, ratując swój zespół przed utratą gola. Mimo ambitnej postawy i zdecydowanie lepszej gry po przerwie Lechia nie zdołała odwrócić losów spotkania. Zielono-czerwoni wracili z Warszawy bez punktów, ale już w kolejnych meczach będą mieli okazję do rehabilitacji i zdobycia pierwszych ligowych punktów w sezonie 2026/2027.
Żółte kartki: Fabien Luvale, , Kacper Pietrzyk, Mateusz Mazur (Weszło) – Marcin Orzechowski, Eryk Kaproń, asystent trenera Miłosz Turewicz (Lechia)
Sędziował: Dawid Deptuła (Ignatki)
Widzów: 496
